Napisane przez: anoola | lipiec 11, 2009

nie wiem, dlaczego o tym teraz myślę, ale.. chciałabym umrzeć świadomie. może dlatego, że w poniedziałek idę na badania, może dlatego, że właśnie w Kucharach trwają warsztaty poła, przeczytałam ” Śmiertelnych, nieśmiertelnych”.. jakoś tak ten temat zaczął być po prostu obecny.
dziwny dzień. trochę mam wrażenie, ze czas przepłynął mi dziś przez palce. choć z drugiej strony, czy codziennie trzeba robić coś? odpuszczanie sobie. to kolejna rzecz, której mi bardzo brakuje. takiego prostego leżenia na kocu i czytania.
heh, i znowu ta świadomość..

mistyczne, kontemplacyjne, jogiczne tradycje zaczynają się tam, gdzie kończy się umysł. zawierają znajomość z obserwującym JA, gdy ono zaczyna przekraczać umysł i staje się transmentalne, supermentalne lub ponadmentalne. lub transracjonalne, transegoiczne i transpersonalne (…). mówiąc inaczej, to obserwujące JA ostatecznie objawia swe źródło, które jest Duchem samym, Pustką samą..

Napisane przez: anoola | lipiec 10, 2009

drzwi ciszy
mają zawsze posmak
błękitu
tak ulotny
że nie sposób zatrzymać
go na dłużej

jak zapach rosy
po porannej
burzy..

remedium na dzisiejsze zamyślenie i wewnętrzny smutek okazał się być po raz kolejny Ken Wilber. kolejne dwie jego książki stanęły na mojej półce. kolejne dwie Lamy Ole Nydahla. koniec z kupowaniem książek. pora na intelektualną rozpustę :)
a jednak czasem złe przeczucia rodzą dobre reakcje. kilka wglądów w siebie. nawet jeśli coś jest nie tak, to chyba bardziej męczy mnie samo czekanie. czekanie na poniedziałek. mniejsza o to. po raz kolejny uświadamia mi to, że nie mówię ludziom, że są dla mnie ważni. tylko dlaczego to zazwyczaj następuje w takich chwilach.. w chwilach pełnych strachu i napięcia, w chwilach, kiedy myślisz “teraz, bo jutro może być za późno”.. a jednak dziś, teraz z jakichś nieznanych mi powodów, nadal tego nie robię. znowu napisany mail czeka. zapisany w folderze, wraz z kilkoma innymi o podobnej treści. no dobra, do poniedziałku. potem nieodwołalnie koniec z wymówkami i czekaniem “na trzęsienie ziemi”..

Napisane przez: anoola | lipiec 9, 2009

bycie zamiast działania

uczeń spytał mistrza:
-co jest prawdą absolutną?
a mistrz powiedział tylko:
-idź dalej!

Czasem mam dość silne przeczucia.. a może to nie przeczucia tylko coś innego.. nie wiem..

rany, też mam przeczucia. teraz mam. wtedy napisałam, że wszystko jest w porządku, czuję się świetnie itd. a teraz tak naprawdę to nie wiem. z resztą okaże się w poniedziałek. na razie prędkość moich myśli to milion na sekundę. od “nie pojadę do Mainz” po “to tylko jakaś twoja kolejna paranoja, neuroza”.. choć mam silne przeczucie, że to jest. po prostu jest, istnieje i nie da się temu zaprzeczyć, nie da się tego wyprzeć. im bliżej poniedziałku, tym intensywniej o tym myślę. nie pojadę w skały z Tomkiem. nie będę się dobrze czuła. weekend z Kasią i Dawidem dobrze mi zrobi. ścianka, Grot, winko i głupie filmy. chciałabym już wiedzieć, że wszystko jest ok, że za tydzień będę już w Mainz, a następny weekend spędzę w Berdorf albo Ettringen w skałach. nie boję się chyba, choć może trochę. chyba jest to ten rodzaj niepokoju, który trwa do chwili, aż wszystko się wyjaśni, nieważne z jakim skutkiem. tak jak na egzaminie – denerwowałam się zawsze przed. jak tylko weszłam i usłyszałam pierwsze pytanie, stres odpływał, nawet jeśli nie znałam odpowiedzi, nawet wtedy, gdy pokazywałam na mapie zasięg osadnictwa plemienia Jazygów horyzontalnie zamiast wertykalnie, gdy wmawiałam dżej kej-owi, że w scytyjskie grociki trójgraniaste znaleziono na Śląsku, a nie w Rzędkowicach.. aż do poniedziałku muszę czekać na egzamin. start 7.15..

migawki krótkie
błyski w
świadomości
co w mrokach
ducha szuka
i w materii oparcia

satori jest mgnieniem
mknącym po autostradzie
świadomości

Napisane przez: anoola | lipiec 6, 2009

kind of blue

obserwacja zamiast oceny, zamiast analizy i interpretacji. być świadkiem, nie sędzią życia, innych ludzi. trudne to. staram się, lecz nie zawsze odnajduję dystans wtedy, kiedy jest on potrzebny. czasem przychodzi dwie sekundy później. tak też jest dobrze. najtrudniej jest nie oceniać, jeśli coś dotyczy mnie bezpośrednio. wtedy ocena jest odpowiedzią na pytanie o akceptację lub jej brak. dziś kolejna szansa na zmianę pozycji z sędziego na świadka. sędziego świata i samej siebie. chyba mi się udało. mimo że pojawiły się uczucia, prawie równocześnie pojawiła się świadomość i pytanie “po co?”. tak znacznie lepiej. potem wieczorem rozmowa, która potwierdziła, że bycie sędzią tej sytuacji byłoby kolejnym dowodem mojego neurotycznego podejścia do siebie. mojego ważenia każdego słowa, każdego gestu, bycia nie-sobą, z lęku przed brakiem akceptacji.

słowa, które napisała Treya Killam Wilber, w których odnajduję bardzo dużo siebie:

mój strach przed zależnością, przemożna potrzeba, by robić wszystko samodzielnie wynika ze strachu przed uzależnieniem się od kogoś, kto może mnie porzucić

dziś przypomniał mi się wiersz Krzyśka. bardzo lubiłam śpiewać te słowa:

tam
opuści mnie strach
już nie będę się bał
tam
srebrną linią trafię tam
przez horyzonty nieba
ziemi
ty
trafisz tam po śladach dni
w których byłeś ze mną..

Napisane przez: anoola | lipiec 4, 2009

parisienne moonlight in praha

oboje patrzymy
na ten sam księżyc
ale ty
widzisz go dziś trochę mniej
po swojej stronie
ziemi
w swojej części
nieba..

[while walking around praha and thinking about our talks last september..]

Napisane przez: anoola | lipiec 4, 2009

nie ta faza księżyca

czytam, w domu, w tramwaju, wszędzie czytam “Śmiertelnych, nieśmiertelnych”.. nie mogę wyjść z podziwu, zachwytu.. chyba z 10 lat próbowałam poskładać myśli o tym i znaleźć odpowiedzi na pytania o swoistą axis mundi wszystkich religii mistycznych czy dogmatycznych, duchowości.. odpowiedzi na pytania o sens życia, sposób świadomego umierania [szkoda, że nie pojechałam na poła, ale widocznie jeszcze mój czas nie nadszedł..] o bycie jednością z JA, zabicie małego ja (ego), o jedność z wszechświatem i duchem.. jestem pod wielkim wrażeniem.
13 lipca w piątek o 13 zdałam egzamin z niemieckiego. 13 lipca w poniedziałek o 7.15 idę na usg. rutynowo-kontrolne. miejmy nadzieję, że poniedziałek okaże się równie szczęśliwy jak i piątek :)

mail od Dave’a. w Siuranie będzie za gorąco na początku września, więc pozostaje Rodellar. Dobre i to. 5 tygodni wspinania w jednym miejscu. dziś niewielki regres fizyczny, za to progres psychy. fajny locik.
po wspinie śniadanie u Leszka. po południu poszliśmy do pracowni Marzeny na Lubelską i… kolejny raz spotkałam Łukasza (: jak nie w Gardzienicach, to w Wilanowie na wykopaliskach, jak nie na ścianie to w metrze (dzięki Bogu, pomógł mi z rowerem) i dziś. lubię takie nie-przypadki.

i na koniec
studiować mistycyzm to studiować ja; studiować ja to zapominać ja; zapominać ja to być jednością ze wszystkim i być oświeconym przez wszystko

[mistrz Dogen]

Napisane przez: anoola | lipiec 2, 2009

tik tak

bogactwo duchowo-intelektualne równa się bankructwo finansowe. kupiłam książki. Ken Wilbur – tego mi było trzeba..
to niesamowite, że dopiero, kiedy dojrzejemy do czegoś, pojawia się to znikąd, jak spod ziemi. szukałam tych książek od roku. w końcu są ze mną..

wryło mnie w fotel..
http://paulapruska.blogspot.com/

i nadal nie wierzę w przypadki..

po prostu pochłaniam “śmiertelnych nieśmiertelnych”. w zdaniu o fizykach, którzy jednocześnie byli mistykami, pada nazwisko Nielsa Bohra. chwilowy flashback. historia opowiedziana przez Łukasza ze dwanaście lat temu. w szpitalu, od chłopca umierającego na białaczkę, dostał kartkę ze słowami Bohra:

sens życia polega na tym, że nie ma żadnego sensu mówić, że życie nie ma sensu

nawet jeśli to jakaś moja trawestacja, to nie jest ważne. jutro umówię się na usg. najwyższy czas.
czytam, czytam i czytam.. i powracają do mnie słowa pani doktor o testach na mutację genu BRCA 1 i 2. wciąż biję się z myślami, jednak o ile do tej pory sprawa była prosta a wahania bardzo zrównoważone (50 na 50), tak powoli proporcja zmienia się. w tej chwili powiedziałabym, że jest 60 do 40 (60 na rzecz zrobienia badań). jeżeli ważna jest świadomość, to nawet 65 do 35. ale jeśli rzeczywiście mam mutację, to czy poradzę sobie z myślą, że mój organizm to bomba z opóźnionym zapłonem? co z tego, że będę mogła robić za darmo usg, nawet co miesiąc. pierwsza myśl, jaka nasuwa się po “a co, jeśli już coś się dzieje?” jest “nie, przecież ja mam teraz za dużo do zrobienia.. wyjazdy, doktorat, konferencje, wszystkie plany..”. jakże to przestaje mieć znaczenie w pewnych okolicznościach.. a jednak mam realną szansę być czwartym (jeśli nie piątym) pokoleniem..

Napisane przez: anoola | lipiec 2, 2009

entheos, czyli

.. obrazoburcza hierogamia

Magdaleno, jawnogrzesznico,
przepełniona nasieniem kochanka,
napełniająca się bogiem
swoim,
któremu włosami wycierałaś
stopy!
gdzież bóg twój teraz?
z zagubieniem w oczach
stoisz, wybierając
czerwoną bieliznę dla swego
oblubieńca..

oto twój triumph zmysłów nad duchem!

entuzjazm – [gr. entheos] przepełniony bogiem
[może nikt mnie za to nie ukamienuje ;)]

mój Boże, ręce trzęsą mi się ze wzruszenia. napisała Ola. przysłała mi kartkę. możemy się nie spotkać we wrześniu w Katowicach. trudno, nieważne. może gdzieś indziej, może w Hiszpanii, nie na del Peunte vel del Amor, nie na Mascunie, może Siurana, el Choro.. a może Wrocław, Łódź, Berlin gdziekolwiek..
Fiodor zniknął. nie ma o nim żadnych wiadomości. rozmawiałam z Bartkiem o nim pod koniec marca. miał przyjechać w grudniu lub styczniu do Warszawy. mieliśmy pojechać we trójkę na Jurę. w zimie. szkoda. rzadko spotkać można człowieka emanującego czymś takim, jak on. trudno to nawet nazwać. może właśnie pociągająca była ta jego magiczna niedostępność, to sui generis wyobcowanie.. ciekawe gdzie znajduje się teraz.

Napisane przez: anoola | lipiec 1, 2009

“w osiemdziesiąt światów dookoła dnia..”

jakaś niewypowiedziana ilość słów siedzi we mnie, coś czego nie potrafię zwerbalizować. nie, tego nie żałuję. nie żałuję, bo wiem, że byłbyś moim wyrzutem sumienia, a tego bym nie chciała. dobrze, że jest tak jak jest. dzisiejsza rozmowa przez telefon, taka dziwna, jakbyśmy byli oddaleni o tysiące galaktyk – to ty czy ja poszłam w inną stronę? a może oboje? czytałam ostatnio twój wiersz. zainspirowany moim samooskarżeniem kilka lat temu.

(…)
figurki niby ludzkie
pnące się ścianą kręgosłupa
w górę
twoją 9a+…
na zatracenie…?

jaka ja się przy tobie czuję mała. dobrze było, kiedy trzymałeś mnie za rękę, jak rozpadałam się na kawałki. już się nie rozpadam. ale od początku.
była praca magisterska i mój w niej udział. maltretowałam cię, żebyś mi wysyłał kolejne rozdziały. miałam robić korektę. właściwie to nie było czego poprawiać. pewnego wieczora wracałam z medytacji. zostawiłam Zuzię, żeby ratować cię przed sobą samym. przed szkiełkami alkoholi wdzierających się w twój krwiobieg. i trochę już tak zostało. ty piłeś, a ja się martwiłam. z tego spotkania pamiętam mur getta, który pokazywałeś mi o północy. wyjechałam zaraz po naszym pierwszym wspólnym wieczorze. jeszcze wtedy nie wiedziałeś, ale ja wiedziałam. wiedziałam, że stracisz dla mnie głowę. sporadyczne wiadomości na linii Provincia Espania – północno-wschodnie Barbaricum, głęboka Germania, nigdy devicta, niepokonana, dzika, na której stopa armii rzymskiej nie postała.. potem był Rzym, Roma aeterna.. krótko, intensywnie.. ostatnie dobre dni tego roku. kilka dobrych znajomości. śmialiśmy się do łez z Johana, który niechcący został moim ojcem, śmialiśmy się z jego rozpaczliwego “don’t tell my wife and my children”, śmialiśmy się z kopciuszka, który po północy miał być w łóżku, bo inaczej.. zacznie się zmieniać. śmialiśmy się i opijaliśmy obronę Roksany, w końcu pani doktor. potem opijaliśmy twoją obronę. wracałam z Andrzejem, umierałam z zimna, bo miałam wpaść tylko na godzinę, a wychodziłam koło 1 w nocy.. wtedy napisałeś coś, co mam do dziś. wiersz Rillkego, chcąc mi pewnie zaimponować, po niemiecku. wer weint ueber mich.. nie płacz tylko nigdy nade mną, proszę. i nieszczęsny 4 listopada. twój triumf i moje psychiczne zdruzgotanie, wręcz zgwałcenie, przez N. “nie możesz iść na zajęcia, idziemy na wódkę” powiedziałeś, a ja nie protestowałam. wypiliśmy chyba ze dwie butelki winaa. była jeszcze jedna. przenieśliśmy się do Przekąsek-Zakąsek. było jeszcze wino, ty piłeś wódkę, byśmy mogli skończyć wszystko w zagłębiu na Nowym Świecie. wtedy poznałam Piotrka. już wtedy zaczął mieć obsesję na moim punkcie.
potem wspólne siedzenie z Przemkiem nad sernikiem, który piekłam taśmowo, winem, wódką, piwem i tatarem.. potem była konferencja i moje głupie zagranie, mój eksperyment, moja próba chcenia, próba wmówienia sobie, że to ma jakąkolwiek rację bytu. Piotrek. zakończyło się to, zanim w ogóle zaczęło. nieważne. ważne będzie później. wiedziałeś, że nigdy z nim nie będę. jednak tamtej nocy w Wiktorowie przestraszyłam się ciebie. nie przypuszczałam, że można być zdolnym do takiej agresji, złości.. miałam wrażenie, że zabijesz Piotrka.
dzień później przyjechałam do ciebie. Przemka nie było. i znowu składałeś moje puzzle do kupy. znowu trzymałeś mnie za rękę w chwili przerażenia. znowu pisałeś dla mnie wiersze. znowu się upijałeś, a ja się martwiłam, bałam, nie miałam siły, żeby cię z tego wyciągać.. potem sylwester i białe wino argentyńskie pite z owocami granatu. był Kaliningrad. pierwszy raz zaczęłam na ciebie krzyczeć. znowu byłeś pijany. oboje byliście. wywieraliście na mnie presję, żebym przestała być sama. pierwszy raz padły słowa, że masz się odpierdolić, bo to moje życie i zrobię z nim, co będę chciała. wytrzeźwiałeś i wszystko wróciło do normy. jeszcze tylko w Bonn próbowałeś ze mną o tym rozmawiać. potem pojawiła się R. i znowu wiedziałam, zanim wy sami wiedzieliście. wiedziałam już wtedy, w tłusty czwartek, gdy upijaliśmy się w obiekcie. diagnoza – rak wątroby. nie ma co ratować. mama R. ma 54 lata. tyle, ile miała mama Bartka, jak zmarła. dobrze wiedziałam, że od tego dnia R. zostanie w twoim życiu. to dobrze. cieszę się bardzo.
i Piotrek. jedyna osoba, którą wykreśliłam ze swojego życia. jedyna osoba, która w tak przeraźliwy sposób próbowała mnie oszukać, próbowała zniszczyć naszą przyjaźń jakimiś głupimi pomówieniami, żeby się do mnie zbliżyć. prawie mu się to udało. trudna, lecz ważna rozmowa. R. zrobiła pierwszy krok. tak, jestem dumna, jestem uparta, ale w obliczu tego, co usłyszałam, sam rozumiesz.. głupia byłam, że uwierzyłam. ale najważniejsze, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. potem twoje urodziny. i cudowna reakcja na prezent ode mnie. “czekałem na to od 12 lat”. cudownie. i ta dzisiejsza rozmowa przez telefon, taka już zupełnie inna. dobrze, że każde z nas idzie swoją drogą. ja wybieram moje 9a. bez względu na to, gdzie mnie zaprowadzi. cieszę się, że jesteś gdzieś obok. nawet w sąsiedniej galaktyce.


pamiętasz?

Napisane przez: anoola | lipiec 1, 2009

rozczarowanie to tylko krzywe zwierciadło umysłu, jego właściwości postrzegania. a jednak żyjąc w rzeczywistości wykreowanej przez własny umysł, nie unikniemy tego, musimy zmiękczać cegłę, szukając przejścia do innej rzeczywistości, nie uwarunkowanej naszym upośledzonym myśleniem.
nic nie ma już takiej wartości jak kiedyś. to też dowód na to, że wszystkie pojęcia są względne. zatem jeśli nie ma znaczenia ani czyn ani słowo..
złość, radość, smutek, wytchnienie, wróg, przyjaciel… wszystko to są puste pojęcia. tylko my nadajemy im formę i przywiązujemy do znaczeń.
a rzeka płynie..

zmiękczam cegły. zmiękczam swój mur, choć może powinnam go rozebrać. na to jeszcze przyjdzie czas.

Starsze wpisy »

Kategorie