carpe noctem..

“…a ja z nikąd się więcej nie dowiem – ni z oczu twych, ni powiek, zaciśniętych do krwi warg, możesz milczeć sobie, nic mi więcej nie powie ni wzruszone ramię ni dłonie (…) i tak wiemy oboje…”

oszalałam na punkcie tej płyty. słucham w kółko przeplatając Anią Dąbrowską i Sinead O’Conor (Troy, moja ulubiona), no i Garbarkiem, jak pracuję. Dostałam korekty i tłumaczenia. Początek gorącego okresu – dwie prace, zlecenia i do tego jeszcze instytut i własne badania.

jakoś tak mnie ostatnio nachodzą fale rozmyślań o życiu. może to tak już będzie przed urodzinami. choć czuję, że moje marzenia są w zasięgu ręki (jeszcze przydałoby się coś zrobić w kierunku tej galerii z antykami), tak moje życie emocjonalne jest w jakieś koszmarnej rozsypce. uciekam w pracę, żeby nie myśleć, nie brać odpowiedzialności. wczoraj Beti powiedziała, że Bartek na mnie czeka. ileż to już czasu – 5 lat.. właściwie tylko zasugerowała, ale.. to tak jak to ziarenko, jakie zasiało się w człowieku, który w pijackim zwidzie przyszedł do Buddy i zadeklarował chęc zostania mnichem (oczywiście na drugi dzień, jak zobaczył siebie w mnisich szatach, uciekł z wrzaskiem). to się jednak zasiewa gdzieś wewnątrz. chyba oboje nie potrafimy tego wykorzenić. nie umiem właściwie powiedzieć, kto był dla mnie lepszym przyjacielem niż Bartek. z drugiej jednak strony.. uciekam ciągle, jak ten pijak co trzeźwieje rano. nie wierzę w przypadki, choć pewnych sytucji nie potrafię sobie zracjonalizować, odnaleźć ich sensu. to szukanie sensu mnie gubi. nie potrafię się poddać strumieniowi zdarzeń..

i znowu happysad: “o udupienie totalne, niewiasty nosisz imię, ile cię trzeba dotkąć razy, żeby się człowiek poparzył, ale tak żeby już więcej ani razu, żeby już więcej za nic, żeby już więcej nie miał odwagi, no ile razy..”

nie wiem, jak mam wyjść z tej swojej skorupy, porzucić maskę silnej kobiety radzącej sobie bez żadnego faceta. może już niedługo. powoli dojrzewam..

~ - autor: anoola w dniu listopad 8, 2007.

Dodaj komentarz