pierwszy dzień w pracy
pierwszy dzień w pracy po tygodniowym urlopie. ależ mi się nie chciało absolutnie nic. poprosiłam jutro o wolne, ale za to we środę muszę pójść. ech, już niedługo. jeszcze w dodatku okres mi się zbliża, więc humor miałam pod psem, choć sporo huśtawek nastroju. wychodzę na pocztę. M. wychodzi do banku, spotkaliśmy się w drzwiach. – już wychodzisz? szkoda. - tylko na pocztę i odebrać zdjęcia. -aa.. (uśmiech, ten niesamowicie rozbrajający…). potem w drodze powrotnej spotkaliśmy się przy wejściu – o, tak szybko wróciłaś? potem po obiedzie, gotowałam wodę na herbatę, stałam przy czajniku i grzałam sobie ręce. wszedłeś, postałeś chwilę, jabyś chciał coś powiedzieć.. nie martw się, jeśli tak jest nam pisane, to spotkamy się jeszcze w przyszłym życiu.. gdybyś nie był księdzem, to może nie spotkalibyśmy się wcale…
po południu wypad na pizze i lody.. ale się objadłam :-)

Dodaj komentarz