let’s have a break, czyli leniwy weekend świąteczny
rozpisałam się dziś mocno, a to dlatego, że czasu więcej i w ramach szukania czynności zastępczych wynajduję sobie powody, żeby nie pracować. ano, spędzam święta gadając z mamą, nie siedzimy przy stole uginającym się od jedzenia (chwała Panu za to!) i ja teoretycznie powinnam pracować.. no tak teoretycznie. gonią terminy, promotor upomina się o te materiały z konferencji, które redaguję, no więc postanowiłam nieco podgonić srawę. udało się dobrnąć do stanu “wydrukować i omówić z profem co i gdzie należy jeszcze poprawić”. ale nie mam jeszcze wszystkich artykułów. po świętach powinnam dostać, bo to był ostateczny deadline.
i cóż robiłam ja, zamiast zabrać się ostro do pracy i mieć to skończone już dobry tydzień temu..? ano, udawałam, że przygotowuję prezentację na wystąpienie, biegałam po sklepach (najpierw sama, potem z Kaśką) szukając ciuchów na jej ślub (efekt – z konta ubyło 700 zł i nie kupiłam ani karty do aparatu ani torby na aparat, które zamierzałam w tym miesiąu kupić, ale niestety zabrakło mi pieniędzy..). samą siebie przeszłam w świąteczny weekend i tuż przed nim. po prostu czas przeciekał mi przez palce (a raczej przez internet..) – facebook, nasza-klasa, youtube, blogi.. no dramat. uff, ale koniec końców dobrnęłam do mety. palce mojej lewej dłoni wyspecjalizowały się w naciskaniu na klawisze ctrl+c lub ctrl+v i chyba tak mi już zostanie, że będę tylko kopiować i wklejać, kopiować i wklejać a to dlatego, że… ludzie nie umieją robić przypisów!!!! rany, toż to gehenna i krzyż pański poprawiać coś, czego absolutnie nie da się rozszyfrować. czy ja jestem duchem św. żeby wiedzieć czy numerki za rokiem publikacji to strona, na której znajduje się cały artykuł czy cytowana informacja? część rzeczy udało mi się sprawdzić (niech żyje baza deutsches archaeologisches institut), część znalałam po prostu w necie, ale ilość na żółto zaznaczonych rzeczy w tekstach jest powalająca.. chyna skończy się na tym, że sformatowane artykuły będę wysyłać do autorów, żeby sami posprawdzali to, co napisali. sama tego przecież nie ogarnę!
ech…
a teraz idę do kina. w końcu odstresuję się przy odmóżdżaczu i zweryfikuję zachwyty społeczeństwa konsupcyjnego, czyli.. lejdis.

Dodaj komentarz