just marvelous…
byłam dziś z moją kochaną siostrzyczką w kinie na ‘once’. dawno nie widziałam tak pozytywnie energetyzującego filmu. do tego z cudowną muzyką.. :) boskie! pożyczyłam ją od Weroniki. teraz słucham jej i rozpływam się…mmmm…..
private investigation trwa. udało mi się przechwycić kontakty p. z goldenline zanim zdążył usunąć konto. ja mścić się nie będę, ale jeśli dziewczyny mają na to ochotę, to proszę bardzo. dla mnie jest on tylko żałosną kreaturą. nie on pierwszy i nie ostatni takie rzeczy będzie robił. ja mam tylko nadzieję, że już takich drugich ‘Tomeczków – Patryczków’ na swojej drodze nie spotkam.. ależ niesamowity wykręt z niego.. nie ma co. no to ja się jeszcze powkręcam w muzę :)
dobranoc!
ps.
jeszcze mi się przypomniało. po kinie poszłyśmy z moją kochaną Z. pogadać troszkę. opowiadała mi o koszmarze wczorajszej premiery (o jej “ulubionym buraku” A. i o R.). R. – na pozór mruk, ale jak już coś powie, to można umrzeć ze śmiechu w pięć sekund. wczoraj w tym całym premierowym zamieszaniu nie wiadomo było kto gdzie jest i co robi.. Tekst R. “no i co teraz? M. poszedł do kwiatków, A. jak zwykle – szukaj wiatru w polu, Z. jest w szoku… no dobra to ja zamknę…”. Z. ktoś okantował na 100 zł jak sprzedawała programy i musiała dołożyć z własnej kieszeni.. że też ludzie to takie wstrętne buraki się trafiają…
R. zapodał jeszcze jeden przedni text. kierowniczka O. wkurzyła się na nas, zupełnie od czapy. my: może ona okres ma?? R. “okres? jaki okres! okres to ona przed wojną chyba miała..”. gwoli ścisłości R. z nią kiedyś pracował na scenie i jest już na baletowej emeryturze, ergo dobija do 50-tki, bo pamiętam go jak jeszcze przychodziłam do teatru na pierwszym roku.
ale gość jest niezły.. cicha woda brzegi rwie :)
a teraz spać.

Dodaj komentarz