łapię katar nad podłogą..

Dżizas, przez te dwie angielki, którym musiałam tłumaczyć w teatrze, że z biletem na Straszny dwór nie wejdą na Jezioro łabędzie się przeziębiłam. łeb mnie boli, z nosa cieknie, do tego jeszcze zakwasy po wczorajszym wspinie.. bomba. wybrałam się na pocieszenie do kina. blisko mnie, nove kino praha. samo kino – rewelacja. zwłaszcza “poczekalnia” gdzie jest coś w rodzaju księgarnio-kawiarni. lubię takie miejsca.
stojąc w kolejce po bilet ustawiłam się za jakąś parą i od razu wiedziałam, że nie chcę koło nich siedzieć. wydawało mi się, że kupuję bilet następnym rzędzie a kupiłam… dokładnie obok nich. no porażka po prostu. laska ciągle się śmiała (choć nic śmiesznego na filmie nie było), szeleściła popcornem.. szczytem było jak jej facet wyciągnął butelkę chyba gorzkiej żołądkowej. żałosne.
całe szczęście film był w miarę fajny. nie zachwycił mnie ani nie rzucił na kolana, ale klimat był bardzo przyjemny. taki jak lubię :)

~ - autor: anoola w dniu kwiecień 19, 2008.

Dodaj komentarz