już za..

.. pięć dni poczuję słońce na twarzy i wiatr we włosach. wcisnę się w moje za małe buty, w których robią się już dziury, rozwinę linę. jeszcze tylko sprawdzić czy jest wystarczająco dużo ekspresów. kości nie potrzebuję, friendów też nie. w woreczku magnezja. przyda się, bo ręce w takich temperaturach lubią się pocić. prosta komenda ‘możesz iść’. znaczy, że jestem asekurowana. choć tak naprawdę asekuracja zacznie się dopiero od drugiej wpinki. dotykam skały i mówię sobie ‘oddychaj, najwyżej polecisz’. uspakajam się. pierwsze ruchy – w skałach jak zwykle niepewne. to nie to samo, co ścianka, gdzie wszystkie chwyty są kolorowe. pierwsza wpinka. idę dalej. druga.. ok, będę żyła. już nawet jak polecę to nie będzie gleby. nie odwracam się, nie patrzę do tyłu. paraliżuje mnie przestrzeń. tylko ja i skała. nie ma nic poza tym. prosta, pionowa droga w płycie. blok. zmęczone ręce, ale pierwsze koty za płoty. zaraz pójdę wyżej. zaraz kolejne wpinki. jestem z siebie dumna. piękna sprawa – pokonać własny strach i ograniczenia. właśnie, ograniczenia. to nie jedyne. ale przez najbliższych siedem dni to na nich się skupię. w ciszy, bez tłumów.. bo jak wchodzisz na górę, to ludzie stojący na dole przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. znikają w chwili, gdy wychodzisz nad drugą wpinkę. zależysz od nich, ale tak naprawdę nie myślisz, kto stoi na dole, trzymając twoje życie w swoich rękach. jesteś ty, lina i skała, która będzie dla ciebie łaskawa albo nauczy cię bycia pokornym. spokój, równy oddech, skupienie.
wspin to nie hobby, to choroba, która krąży w żyłach. bakteria, którą możesz zarazić. wspin to sposób na życie.
już za pięć dni :)

~ - autor: anoola w dniu maj 20, 2008.

Dodaj komentarz