mam schizzzy…
pierwszy raz w życiu siedzę sama w domu i mam schizy, że ktoś chodzi po klatce i chce się włamać do mnieszkania.. dżizas, normalnie zakradłam się do drzwi i wlepiałam gały w ciemność korytarza.. i chyba niewiele dało, że przekręciłam jeszcze raz zamek w drzwiach.. matko, to jakiś wyższy poziom abstrakcji.
jeszcze 26 dni do wyjazdu.. A. goni naszą pracę do przodu, jutro muszę nadrobić korespondencję z Georgesem… już widzę ten zalew maili przez najbliższe 48 godz.. dobra, dobra nie projektuję :D
Zuzia śmieje się ze mnie, że się wkęciłam w S., ale czy ja wiem, czy się wkręciłam… jakoś tak nienerwowo do tego podchodzę. nic mi w głowie nie siedzi, a jak już zaczynam myśleć o ekipie wspinaczkowej, to raczej o niedawno poznanym pilocie, heh. spokoju mi w życiu potrzeba, spokojnego ducha i umysłu.
iluminacja na dziś – “skoro już wiesz, że to ty odpowiadasz za swoje życie, co zamierzasz z tym zrobić?”
dziś – poczytać jeszcze przed snem, jutro pójść na ściankę i medytacje, a od października na jogę. koniecznie o 7 rano :D
zatem dobrej nocy wszystkim

bo zuzia ma rację pani S:) a co do schiz- dziecko drogie- musisz bronic twarzy kobiety ze wschodu, kobieta ze wschodu jednym pierdnięciem s przeproszeniem pobiłaby samego bin ladena :)
ech, Zuzia to ma zawsze rację ;)
[co ma wisieć nie utonie]