wyższy poziom abstrakcji..
wczoraj wróciłam do domu i zamiast pracy mgr w skrzynce, sms – choc na piwo.. pomyslalam, ze jesli ma juz siedzieć do rana i pić sam, to pójdę. zaczęliśmy koło 23 skończyliśmy o 2 w nocy.. Chryste, tak pokręconego wieczoru to dawno nie miałam. T. jest mega inteligentny i nieraz ciężko mi znajdować (błyskotliwe) kontrargumenty na jego wynurzenia.. rozmowy od studiów, przez muzykę, rodzinę na metafizyce kończąc.. najpierw było jedno piwo w kwinto koło feminy (T. był już po czterech), potem poszliśmy do folkgospody, bo była po drodze do miejsca, gdzie jest zachowany jedyny fragment muru getta. niestety tam już zamykali. to poszliśmy dalej i wylądowaliśmy klimatycznym pubie na Waliców. tu też jedno. obejrzeliśmy mur. potem udaliśmy się na Królewską wspominając przygody z Morgana na Tamce. zrobiła się druga w nocy, więc już poszliśmy na przystanek (zwłaszcza że zaczęło padać i nie było sensu siedzieć dłużej) i spotkaliśmy Myszona. tu jednak impreza dobiegła końca.
do domu dojechałam chwilę po drugiej. Dziś pakowanie, pranie mojego człowieka i nakręcanie się psychiczne na samotną podróż w czterech etapach do Rodellaru.
so, so.. wake me up when september ends..

Dodaj komentarz