why worry..
dziwny zapach w powietrzu. jakby zwiastujący jakąś nieuchronną katastrofę. coś wisi nade mną. czuję się tak, jak przed powrotem z Hiszpanii. siedziałam z Alanem na plaży w Barcelonie i powtarzałam “I don’t want to go back”.. i właściwie wykrakałam. teraz też tak się czuję. mam ściśnięte gardło, żołądek, trzęsą mi się ręce. jedyne co przyjmuję to owsianka, kawa i haribo. nie wiem, kto jest kim, komu można zaufać. nie tylko w pracy. a może zwłaszcza nie w pracy. jeszcze tylko sześć tygodni i troszkę się od tego odetnę. mam nadzieję, że i tym razem moje życie zastosuje zasadę “do dwóch razy sztuka” i dostanę stypendium do Berlina. tak naprawdę to przepadł mi wyjazd na Sardynię. trudno. ale kupię rower. i namiot. najwyżej za resztę pojadę do Berlina. i tak mi więcej nie potrzeba..
so, why worry
there must be laughter after pain
there must but be sunshine after rain
the things have always been the same.

Dodaj komentarz