Napisane przez: anoola | czerwiec 19, 2009

puerta de la ana

chciałam cię wczoraj okłamać. pokazać kogoś innego. zrobiłam makijaż, założyłam fioletowe kolczyki i.. nawet miałam ochotę pachnieć codem, ale został cool water. stanąłeś za mną na skrzyżowaniu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. gdybym nie wpadła na pomysł, że muszę kupić gumy do żucia (niestety były tylko jabłkowe) to poszłabym dalej, tam gdzie się umówiliśmy i nie zobaczylibyśmy się na chwilę przed spotkaniem. nie poznałam cię, ty też nie byłeś pewny czy to ja. nawet zadzwoniłeś do mnie, ale pochłonęło mnie loco star i ze słuchawkami na uszach nie słyszałam telefonu. szłam powoli. byłam już pewna, że to ty. czułam twój wzrok na plecach. ale jeszcze miałam ochotę popodglądać troszkę warszawiaków. uwielbiam patrzeć w okna, zwłaszcza późno w nocy, bo wtedy w niewielu pali się światło. te, w których się pali, muszą być szczególne. przynajmniej ja chcę tak myśleć.
skręciłam w Jasną, szukając Sienkiewicza. w międzyczasie (moja polonistka z liceum by umarła czytając to słowo) zauważyłam, że nie odebrałam tel. od ciebie. zadzwoniłam.
-where are you?
-nearby, give me five minutes.
oczywiście pogubiłam się. jak zwykle. w dodatku pytałam o drogę jakichś turystów, którzy przypadkiem o 22.30 spacerowali sobie w okolicach filharmonii.
chciałam powiedzieć, że przecież ty się spóźniłeś ostatnio pół godziny, ale ugryzłam się w język. śmialiśmy się z siebie, z tego przeoczonego spotkania na skrzyżowaniu. powiedziałeś, że specjalnie szłam wolno (nazwałeś to “lazy walk” a ja bym powiedziała raczej careless), żebyś mógł mnie wyprzedzić. a ty skręciłeś w boczną uliczkę i poszedłeś na skróty. jak mogłeś szpiegować moje myśli? tylko ja mogę podglądać ;) choć twoich chyba nie umiem. za to ty moje podglądasz cały czas. nic się przed tobą nie ukryje.
masz rację, mam wiele drzwi. wiele jest zamkniętych. pukasz, ale nie wiem, czy chcę cię wpuścić do środka. tak, cały czas stoję z boku i obserwuję. podglądam. bo tak jest najbezpieczniej. masz rację, nie podejmuję ryzyka pukania do drzwi innych. tak jak nie podejmuję ryzyka na drodze, którą prowadzę po raz pierwszy. patentuję ją, dopiero potem ryzykuję.
“ulubionym kolorem bogów jest kolor żółty”, od dziś i moim. wytrzymałość siłowa na żółtej, której nigdy nie robiłam z dołem. przewieszona, wymagająca myślenia, korzystania z rzeźby. piękna. gdyby nie to, że wróciłam o czwartej nad ranem do domu, piłam wieczorem od piwa, przez wódkę na mojito kończąc, to pewnie poszłoby dużo łatwiej. wiedziałeś, że zostanę dłużej niż godzinę.

znowu pada, a ja chciałam dziś założyć białą sukienkę..


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie