“w osiemdziesiąt światów dookoła dnia..”

jakaś niewypowiedziana ilość słów siedzi we mnie, coś czego nie potrafię zwerbalizować. nie, tego nie żałuję. nie żałuję, bo wiem, że byłbyś moim wyrzutem sumienia, a tego bym nie chciała. dobrze, że jest tak jak jest. dzisiejsza rozmowa przez telefon, taka dziwna, jakbyśmy byli oddaleni o tysiące galaktyk – to ty czy ja poszłam w inną stronę? a może oboje? czytałam ostatnio twój wiersz. zainspirowany moim samooskarżeniem kilka lat temu.

(…)
figurki niby ludzkie
pnące się ścianą kręgosłupa
w górę
twoją 9a+…
na zatracenie…?

jaka ja się przy tobie czuję mała. dobrze było, kiedy trzymałeś mnie za rękę, jak rozpadałam się na kawałki. już się nie rozpadam. ale od początku.
była praca magisterska i mój w niej udział. maltretowałam cię, żebyś mi wysyłał kolejne rozdziały. miałam robić korektę. właściwie to nie było czego poprawiać. pewnego wieczora wracałam z medytacji. zostawiłam Zuzię, żeby ratować cię przed sobą samym. przed szkiełkami alkoholi wdzierających się w twój krwiobieg. i trochę już tak zostało. ty piłeś, a ja się martwiłam. z tego spotkania pamiętam mur getta, który pokazywałeś mi o północy. wyjechałam zaraz po naszym pierwszym wspólnym wieczorze. jeszcze wtedy nie wiedziałeś, ale ja wiedziałam. wiedziałam, że stracisz dla mnie głowę. sporadyczne wiadomości na linii Provincia Espania – północno-wschodnie Barbaricum, głęboka Germania, nigdy devicta, niepokonana, dzika, na której stopa armii rzymskiej nie postała.. potem był Rzym, Roma aeterna.. krótko, intensywnie.. ostatnie dobre dni tego roku. kilka dobrych znajomości. śmialiśmy się do łez z Johana, który niechcący został moim ojcem, śmialiśmy się z jego rozpaczliwego “don’t tell my wife and my children”, śmialiśmy się z kopciuszka, który po północy miał być w łóżku, bo inaczej.. zacznie się zmieniać. śmialiśmy się i opijaliśmy obronę Roksany, w końcu pani doktor. potem opijaliśmy twoją obronę. wracałam z Andrzejem, umierałam z zimna, bo miałam wpaść tylko na godzinę, a wychodziłam koło 1 w nocy.. wtedy napisałeś coś, co mam do dziś. wiersz Rillkego, chcąc mi pewnie zaimponować, po niemiecku. wer weint ueber mich.. nie płacz tylko nigdy nade mną, proszę. i nieszczęsny 4 listopada. twój triumf i moje psychiczne zdruzgotanie, wręcz zgwałcenie, przez N. “nie możesz iść na zajęcia, idziemy na wódkę” powiedziałeś, a ja nie protestowałam. wypiliśmy chyba ze dwie butelki winaa. była jeszcze jedna. przenieśliśmy się do Przekąsek-Zakąsek. było jeszcze wino, ty piłeś wódkę, byśmy mogli skończyć wszystko w zagłębiu na Nowym Świecie. wtedy poznałam Piotrka. już wtedy zaczął mieć obsesję na moim punkcie.
potem wspólne siedzenie z Przemkiem nad sernikiem, który piekłam taśmowo, winem, wódką, piwem i tatarem.. potem była konferencja i moje głupie zagranie, mój eksperyment, moja próba chcenia, próba wmówienia sobie, że to ma jakąkolwiek rację bytu. Piotrek. zakończyło się to, zanim w ogóle zaczęło. nieważne. ważne będzie później. wiedziałeś, że nigdy z nim nie będę. jednak tamtej nocy w Wiktorowie przestraszyłam się ciebie. nie przypuszczałam, że można być zdolnym do takiej agresji, złości.. miałam wrażenie, że zabijesz Piotrka.
dzień później przyjechałam do ciebie. Przemka nie było. i znowu składałeś moje puzzle do kupy. znowu trzymałeś mnie za rękę w chwili przerażenia. znowu pisałeś dla mnie wiersze. znowu się upijałeś, a ja się martwiłam, bałam, nie miałam siły, żeby cię z tego wyciągać.. potem sylwester i białe wino argentyńskie pite z owocami granatu. był Kaliningrad. pierwszy raz zaczęłam na ciebie krzyczeć. znowu byłeś pijany. oboje byliście. wywieraliście na mnie presję, żebym przestała być sama. pierwszy raz padły słowa, że masz się odpierdolić, bo to moje życie i zrobię z nim, co będę chciała. wytrzeźwiałeś i wszystko wróciło do normy. jeszcze tylko w Bonn próbowałeś ze mną o tym rozmawiać. potem pojawiła się R. i znowu wiedziałam, zanim wy sami wiedzieliście. wiedziałam już wtedy, w tłusty czwartek, gdy upijaliśmy się w obiekcie. diagnoza – rak wątroby. nie ma co ratować. mama R. ma 54 lata. tyle, ile miała mama Bartka, jak zmarła. dobrze wiedziałam, że od tego dnia R. zostanie w twoim życiu. to dobrze. cieszę się bardzo.
i Piotrek. jedyna osoba, którą wykreśliłam ze swojego życia. jedyna osoba, która w tak przeraźliwy sposób próbowała mnie oszukać, próbowała zniszczyć naszą przyjaźń jakimiś głupimi pomówieniami, żeby się do mnie zbliżyć. prawie mu się to udało. trudna, lecz ważna rozmowa. R. zrobiła pierwszy krok. tak, jestem dumna, jestem uparta, ale w obliczu tego, co usłyszałam, sam rozumiesz.. głupia byłam, że uwierzyłam. ale najważniejsze, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. potem twoje urodziny. i cudowna reakcja na prezent ode mnie. “czekałem na to od 12 lat”. cudownie. i ta dzisiejsza rozmowa przez telefon, taka już zupełnie inna. dobrze, że każde z nas idzie swoją drogą. ja wybieram moje 9a. bez względu na to, gdzie mnie zaprowadzi. cieszę się, że jesteś gdzieś obok. nawet w sąsiedniej galaktyce.


pamiętasz?

~ - autor: anoola w dniu lipiec 1, 2009.

Dodaj komentarz