heh, pracoholizm..

coś się dzieje niedobrego.. zasypiam wszędzie – w S-Bahnie, na ławce, w bibliotece.. no po prostu wszędzie i w każdej pozycji. nie ma wcale znaczenia, że poprzedniej nocy spałam 10 godz. (zasnęłam jak dziecko o 21.00 i jak mnie Tom obudził pół godziny później, to stwierdził, że wyglądałam obłąkańczo). zdecydowanie za dużo pracuję ostatnio w dodatku pod presją..
dziś Frankfurt. do biblioteki poszliśmy nieco inną drogą i… trafiliśmy na dzielnicę burdeli. to znaczy w sumie to ulicę (dzielnica to za dużo powiedziane). dziwnie się czułam przemierzając tamtędy z aparatem i laptopem (głupio mi było go wyciągać i trzaskać zdjęcia, ale widok niezapomniany). biblioteka uniwerku cudowna! wszystko w zasięgu ręki. w końcu mam komplet czasopisma, które zbieram numer po numerze od dwóch lat. potem krótka wizyta u dwóch profesorów w instytucie archeologii i.. zakochałam się w tym uniwerku! ja chcę tu mieszkać i pracować!!! do tego w gabinecie profesora, którego poznaliśmy (serdecznego przyjaciela naszego szefa) zobaczyłam drugiego przystojnego (!) Niemca. chyba będę musiała zweryfikować swoją teorię o tym, że ten naród jest absolutnie nieprzystojny. powiedzmy, że teoria ta sprawdza się na wschód od Menu i Renu ;) w końcu w starożytności była to granica Germanii Inferior i Germanii barbarzyńskiej :)).

~ - autor: anoola w dniu lipiec 22, 2009.

Dodaj komentarz