climbing, climbing
w końcu w Rodellarze. wczoraj wspin cudowny, choć żadna droga nie padła. zrobione w sumie cztery drogi w tym jedna zapatentowana na wędkę. szkoda, że nie miałam już wczoraj wytrzymałości, bo dziś jestem chora i muszę dwa dni zrestować. moje ciało w końcu zbuntowało się trybowi życia, jaki prowadziłam przez ostatni czas. za dużo pracy, za mało snu.. od ponad półtora roku nie byłam chora. teraz mam temperaturę i czas na przemyślenie wielu rzeczy. czas, aby zwolnić troszeczkę. ale jeszcze wrócę na moje dwie szósteczki c. mam nadzieję, że padnie coś jeszcze ;)
i czekam z nadzieją, że może przyjedzie ktoś, z kim lubię się wspinać najbardziej. choć tfuu! lepiej nie zapeszać ;)

Dodaj komentarz