i tak już chyba będę przez chwilę działać jak automat. w piątek nie wytrzymałeś. powiedziałeś, że jesteś pomieszany, że masz żal do niej, że nie potrafisz tego puścić…. zapomnieć, wybaczyć, że zakochałeś się we mnie, ale ciągle wleczesz za sobą ból. chcesz, żebym była przy tobie, przytulała się, była obok. tak się nie da, powiedziałam. jeśli nie zamknąłeś jednych drzwi, to nie możesz otwierać drugich. czułam, że jesteś nieobecny. nawet pochorowałam się z tego odczuwania. bolało mnie wszystko – głowa, mięśnie, kręgosłup, gardło…. myślałam, że rozpadam się na kawałki. zostałam do soboty. miałam nadzieję, że napięcie opadnie. nie opadło. przed snem poprosiłam o odpowiedź, co dalej. przyszedł do mnie Daniel. śnił mi się długo. najpierw obrazy jego twarzy wirowały dookoła. potem….. wtulony we mnie szeptał, że nasz syn będzie dwujęzyczny……. otworzyłam oczy. była 6.20 rano. przed siódmą zeszłam do gompy. samotna medytacja. palce przesuwane po mali i łzy, łzy, łzy….. i wzrok nauczycieli. patrzyli ze zdjęć na mnie, a ja miałam wrażenie, że rozumieją. że rozumieją mój stan umysłu. a ty nadal byłeś nieobecny. po śniadaniu wspinanie. prawie nic nie zjadłam, ale nie było mi słabo. wspinanie na chwilę zajęło mój umysł. nie wyprodukowało jednak ani grama serotoniny. powrót, gotowanie z Ewcią i wszystko takie automatyczne….. bez czucia, bez emocji, bez apetytu. po gotowaniu kolejna sesja w gompie. mala ciążyła mi w palcach i znowu łzy same zaczęły płynąć. nawet nie przeszkadzało mi, że wszyscy je widzą. wszedłeś. zapytałeś czy będę jadła. nie, nie będę. przyjdę później. odłożyłeś mi obiad. zjadłam buraczki i brukselkę a ty poszedłeś spać. po trzeciej medytacji musiałam wyjść. natychmiast, teraz, jadę do domu. śpij jeśli jesteś zmęczony, ja muszę stąd wyjść. teraz. odwiozę cię. nie, pojadę tramwajem. odwiozłeś. uspokoiłam się. jesteś trzecią osobą, która robi mi coś takiego! a to ja się bałam, że będąc z tobą zakocham się na nowo w Danielu. ja ci o tym mówiłam! powiedziałeś, że masz czyste konto. wiem, nie zdawałeś sobie z tego sprawy. nie mam żalu. trochę mam żal do siebie. nie zaufałam intuicji, kiedy kazała mi cię spławić, jeszcze w sylwestra.
niedziela już z większym spokojem. wpadła Kamila. wypiłyśmy winko, przyszedł czas na zwierzenia…. i naprawdę nie miałam świadomości, że Krzysiek cię bił kochana! prawie się popłakałyśmy, a nasza ponad dwudziestoletnia przyjaźń osiągnęła kolejne stadium. tak, będziemy dzwonić. emergency call, obowiązkowo, zawsze. dzwoniła też Ewcia. dobrze, że jesteście kochani…..
odkąd zaczęłam medytację diamentowego umysłu, przestałam jeść. nasiliło się w środę. może to oczyszczenie.
za tydzień Litwa. tradycyjnie się z tego powodu nie cieszę, bo źle się tam czuję, ale….. nie będę już o tym więcej myśleć.
moja pustynia….