jakiś dziwny sposób słowa znów grzęzną w gardle. powtarzane milion razy w głowie, nie znajdują ujścia na zewnątrz…. moje myśli przejmują nade mną kontrolę. nie sypiam najlepiej. nie medytuję, bo nie mogę. muszę, chcę. znów pewne wydarzenia wdzierają się w mój świat. burzą ciszę utkaną z zapomnienia…. wciąż robię coś za późno i ludzie mi umykają. czasem dosłownie. odchodzą gdzieś indziej. przechodzą na drugą stronę ulicy, na drugą stronę nie-życia. i gdzieś w środku chciałabym pobiec za nimi, dołączyć. a czasami chciałabym, byś wziął mnie za rękę, bym poszła za tobą. bo wiem, że znasz właściwą drogę. przyjdź proszę….
melancholia…..
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Chyba podczas burzy było u Ciebie spokojniej, a tu burza ale innego charakteru. Czyżby nielubiany pęd? Tylko gdzie i w jakim celu? Nie lubię pędu, pośpiechu. Nie lubię kiedy orientuję się, że widziałem osobę godną dłuższej rozmowy, ale gdzieś mi umknęła w chaosie codzienności i nie mogę jej odszukać. Czasem chciałbym być jednym z moich własnych kocich futerek – trochę wolności, własne zdanie, ale jakby co zawsze mnie ktoś przytuli.
może niekoniecznie burza, co chwila zatrzymania w pędzie…. męczy mnie on okrutnie, ale jeszcze przez chwilę nie wiem jak się z niego wyrwać. ale jeszcze tylko chwila, to tylko zmęczenie na ostatnich metrach sztafety :)