wtedy.. fiction?

•grudzień 1, 2009 • Dodaj komentarz

bardzo dokładnie pamiętam moment, jak trzymaliśmy się za rękę. pamiętam, jak ktoś odciągał mnie od ciebie. pamiętam moment, kiedy moja dłoń wyślizgiwała się z twojej.. znalazłeś mnie potem. dałeś mi pić. łapczywie, rękami jadłam ryż, który mi ugotowałeś. potem zniknęłam. po raz kolejny. kim byłeś wtedy dla mnie? bratem? miłością mojego życia? nie wiem. było gorąco, a ja chodziłam bez celu po ulicach, po zaułkach Maroka (?).. wtedy do niej trafiłam. zupełnie mnie pochłonęła. była tajemnicza i taka.. nie z tego świata. zostałam, a ona mnie uczyła. i nikt mi więcej nie powiedział, co stało się z tobą.

spotkałam cię w zeszłym roku. i dwa razy w tym. nie chcę teraz uciekać. chcę zostać. jeśli tylko na to pozwolisz.

jestem gotowa na kolejną sesję. chcę się dowiedzieć, co się stało. wtedy..

•grudzień 1, 2009 • Dodaj komentarz

niekłamaną zaletą hosteli jest.. międzynarodowe towarzystwo, które czasem sprawia bardzo miłe niespodzianki :)
wczoraj Ashutosh (Indie) razem z Edgarem (Gruzja) przeczekali do północy i zrobili mi imprezę urodzinową, hehe.
jako że raz na siedem lat podobno zmienia się charakter, może i ja przejdę jakąś transformację mniej lub bardziej spektakularną..
tak czy inaczej: sto lat, ann (albo w sumie nie sto, ale lat!)

•listopad 28, 2009 • Dodaj komentarz

na reszcie w Niemczech. w Bonn, jutro w Kolonii, w czwartek w Marburgu, czyli pośrodku niczego, bo nawet nie ma tu autostrady. jakoś tym razem trochę bardziej nerwowo. może dlatego, że mieszkam w hostelu, gdzie jest mnóstwo ludzi. ciągle coś się dzieje. jakoś nawet nie mam weny twórczej.
jakoś tak mi dziś Mahler-owo-Schubertowo.. ale zamiast Mahlera słucham Norwegów od Petera. o ile jeszcze dwa tygodnie temu tęskniłam straszliwie, tak dziś totalny spokój. będzie co będzie. grunt aby nie spinać się nadmiernie :)

dostałam zdjęcia od Jude.. niesamowite wrażenia..

Rodellar, sektor Pice sans rire

;)

•listopad 20, 2009 • Dodaj komentarz

moja drukarka działa na hasło. brzmi ono tak samo, jak hasło uruchamiające windę w “Sexmisji” ;) do tego trzeba jeszcze użyć siły argumentów, przykładając ją w dowolnym punkcie na “body” drukarki.
ale grunt, że zadziałała ha!

perfect reality

•listopad 16, 2009 • Dodaj komentarz

“today you lose, but tomorrow you can win. things change..”

znów nieprzypadkowo obejrzany film, akurat teraz, choć leżał na półce od.. hm chyba początku lipca. Kundun Martina Scorsese. doskonały sposób na zdystansowanie się do szefa-promotora. zobaczyłam analogię, jakże trafną do sytuacji, którą przeżyłam w piątkowe popołudnie. telefon od rozdrażnionego Alka. “dzwonię do ciebie cały dzień, czy ty już się na dobre wyłączyłaś?” zaraz, zaraz, jaki cały dzień? jedno nieodebrane połączenie. byłam na ścianie, miałam trening. a poza tym przecież nie masz komórki, nawet nie miałam jak oddzwonić. i pretensje o-Bóg-wie-co, głupie i dziecinne. i jeszcze głupsze oskarżenia, że niby miałam najdłuższy urlop. po pierwsze – jestem jeszcze na studiach (co prawda doktoranckich) więc na dobrą sprawę mogłoby mnie nie być trzy miesiące. po drugie to nie ja byłam trzy tygodnie w Hondurasie w lutym, dwa tygodnie na Mazurach i miesiąc na Sycylii. po trzecie – mój “urlop” kosztował mnie mniej niż miesiąc życia w Warszawie.. ten człowiek skutecznie wyprowadza mnie z równowagi. jak nikt inny. czasem mam ochotę powiedzieć, że go nienawidzę. a jednak, jakoś tego nie robię.. bo. wytłumaczenie i natchnienie przyszło w którejś minucie filmu. nauczyciel XIV Dalajlamy brał udział w spisku. został aresztowany. Dalajlama poprosił, aby dobrze traktowano go w więzieniu. w odpowiedzi na zdziwione spojrzenia pozostałych lamów Dalajlama odpowiedział, że to przecież on go znalazł i rozpoznał w nim inkarnację XIII Dalajlamy. i tak samo było z moim promotorem. w jakiś sposób on mnie znalazł i rozpoznał we mnie potencjał do pracy naukowej. niełatwo o tym pamiętać. kolejne wielkie wyzwania przede mną.. wiele pracy i wysiłku zanim pożegnam tę rzeczywistość i okoliczności. wszak są one w jakiś sposób doskonałe.

IMG_0462
moje ulubione. z grzanym winem w rękach, “po drugiej stronie lustra” na warszawskiej Pradze..
(made by Kama)

i na koniec:
jeśli nie podążasz za przeszłością i nie zapraszasz przyszłości, nie ma nic do podtrzymania poza tym niestworzonym, nieosiodłanym i wolnym stanem obecności zwykłego umysłu
Patrul z Golok (via “Wspomnienia Tulku Urgjena Rinpocze”)

tybetańska księga umarłych

•listopad 11, 2009 • Dodaj komentarz

właśnie obejrzałam dokument.

“kiedy się rodzisz, to płaczesz, a cały świat się raduje
kiedy umierasz, świat płacze
ale ty możesz odnaleźć
wielkie wyzwolenie”

funny story

•listopad 9, 2009 • 1 komentarz

czyli z cyklu mądrości od Jose:

Życie po urodzeniu
(autor nieznany)

w brzuchu ciężarnej kobiety są trzy embriony. Jeden z nich jest „małym wierzącym“, drugi sceptykiem, trzeci niedowiarkiem
Mały niedowiarek pyta: czy wierzycie w ogóle w życie po urodzeniu?
Mały wierzący: Oczywiście, że życie po urodzeniu istnieje! Nasze życie jest tak pomyślane, że teraz rośniemy i przygotowujemy się do narodzin, dotąd aż już będziemy dostatecznie silni na to, co nas czeka po urodzeniu.
Sceptyk: Co za bzdury, po urodzeniu nie ma nic. Jak niby ma wygląć życie po urodzeniu?
Mały wierzący: Tego i ja nie wiem na pewno. Będzie dużo jaśniej niż tutaj. I prawdopodobnie będziemy się bawić i biegać dookoła i jeść ustami
Sceptyk: Co za idiotyzm. Bawić się i biegać? To jakiś absurd. Jeść za pomocą ust? Dziwny pomysł. Istnieje tylko pępowina, przez którą jesteśmy karmieni. Poza tym nie ma absolutnie mowy, że istnieje życie po urodzeniu, bo pępowina jest za krótka!
Mały wierzący: wręcz przeciwnie. Wszystko będzie jedynie troszeczkę inne.
Sceptyk: Jeszcze żaden z nas nie powrócił tutaj po urodzeniu. Wraz z narodzinami życie się kończy. A życie tam to jedna wielka męczarnia. W dodatku w ciemności.
Mały wierzący: Nawet ja nie wiem dokładnie, jak będzie wyglądało życie po narodzinach. Na pewno jednak będziemy widzieć naszą Mamę, która się o nas troszczy.
Sceptyk: Mamę?!?? Wierzysz w Mamę? To gdzie ona jest według ciebie teraz?
Mały wierzący: No tutaj, wszędzie dookoła. Jesteśmy w niej i żyjemy dzięki niej. Bez niej by nas nie było
Sceptyk: Ależ, co za bzdura. Nigdy nie zauważyłem żadnej Mamy, a to oznacza, że ona po prostu nie istnieje.
Mały wierzący: Czasem, kiedy jest bardzo cicho, możesz usłyszeć jak ona śpiewa, albo poczuć, jak głaszcze się po brzuchu.
Niedowiarek: A jeśli rzeczywiście istnieje jakieś życie po narodzinach, czy mały Sceptyk zostanie ukarany za to, że w to nie wierzył?
Mały wierzący: Tego też nie wiem z pewnością. Być może dostanie klapsa, po którym otworzą mu się oczy i jego życie zacznie.

no place like..

•listopad 5, 2009 • Dodaj komentarz

home.. tylko gdzie to jest. home is in my haed. wróciłam z Krakowa. i atmosfera Florańskiej i św. Anny i św. Tomasza, przebiegane przez Annę wraz z Tomaszem, ale raczej tym niewiernym, jak to on o sobie samym.. z celtycko-germańskim absurdem gdzieś pod czaszką. w nerwowym poszukiwaniu antykwariatu. z nerwowym napięciem, że znowu wbiegniemy na peron wraz z pociągiem.

i coś niewypowiedziane, tak na koniec dnia.. co siedzi i czeka. i ja czekam. a ty przychodzisz do mnie czasem. bardzo rzadko, gdy jestem w Polsce. a ja czekam. choć szczęśliwa strasznie jestem.


.:sunflower:.


emitionless

expacting unexpacted

•listopad 4, 2009 • Dodaj komentarz

“jeśli wypijesz to piwo siedząc tu przy kominku, to będziemy cię stąd wynosić”. “spokojnie, zaufaj mi, ona wie co robi”. i zamiast ploteczek przy grzanym piwie (w moim wykonaniu winie) nieprzypadkowe spotkanie po drugiej stronie lustra. “tylko nie nazywaj mnie Marcin”. no dobrze, przecież nie mam zamiaru. i z takiej dziwnej energii w powietrzu stworzyliśmy ciekawą jakość. zdjęcia trzaskane “na oślep” w oparach babci, która za 4 minuty nie wpuści cię do domu, ale przecież mam klucze. tylko jak będzie chciała być złośliwa, to zamknie drzwi na zamek, którego nie otworzę..
otworzyłeś?

kupiliśmy bilety. klamka zapadła. jeszcze tylko kupić bilet do Bonn. jeszcze tylko.. a niech to, spotkać cię nawet na końcu świata.. pliiizzz, zaczekaj na mnie!

homo misticus..?

•październik 29, 2009 • Dodaj komentarz

skończyłam czytać “spektrum świadomości” i jestem pod ogrmnym wrażeniem.. ukłony w kierunku Kena Wilbera. i pomyśleć, że napisał to w wieku 23 lat (ja w tym czasie zmagałam się z magisterką w jej fazie pre-kreacyjnej jeszcze.. ;)

to, co zrobiło na mnie niesamowite wrażenie:

zawsze doświadczając śmierci już Teraz, zawsze już żyjemy wiecznie. poszukiwanie jest zawsze zakończone

“Deszcz na spowitej mgłą Górze Lu
I wzburzone fale na rzece Cze;
Jeśli jeszcze tam nie byłeś,
Z pewnością żal przepełnia ci serce;
Ale kiedy już tam jesteś i zmierzasz do domu,
Jakże wszystko wygląda zwyczajnie;
Deszcz na spowitej mgłą Górze Lu
I wzburzone fale na rzece Cze.”

i kwestia świadomego życia w teraz:
lecz oczywiście przebudzenie wobec Teraz, ocknięcie się z nocnej zmory historii oznacza doświadczenie śmierci w Teraźniejszości pozbawionej przyszłości. “nic dziwnego – mówi Kirkegaard – że człowiek jest przerażony, albowiem między nim a Prawdą leży umartwianie”. niemniej, jak mówi św. Grzegorz: “nikt tak nie korzysta z Boga, jak człowiek na wskroś martwy” [dualny, podzielony]. i podobnie Eckhart: “Królestwo Boże jest tylko dla ludzi zupełnie martwych”. dlatego Ramana Mahariszi głosi: “w swoim czasie przekonacie się, że wasza chwała tam się zaczyna, gdzie przestajecie istnieć”.
jednak to umartwianie, Wielka Śmierć, to całkowite umieranie dla przyszłości w doświadczeniu tylko-Teraz nie jest, jak mówi o tym Coomaraswamy, “nagłą śmiercią” pod koniec życia, lecz “bieżącym umieraniem” w każdej chwili życia. “A czasem śmierci jest każda chwila”, jak zauważa TS Eliot. ale każda chwila jest tą chwilą, gdyż nie ma żadnej innej, zatem w tej chwili doświadczamy już “bieżącego umierania”, czyli zawsze budzimy się ku temu, co nie ma przyszłości, a zatem nie ma też przeszłości; ku temu, co nie zaczyna się w czasie, a zatem i w czasie się nie kończy; ku Nienarodzonemu, czyli ku Nieumierającemu

[K. Wilber, Spektrum świadomości]

i teraz gdyby mnie ktoś zapytał “ann, czy jesteś mistyczką”, powiedziałabym, że się staje, choć ujęcie tego w ten sposób, to kolejna z ról, w jakie wcielam się jako podmiot. kolejna próba zobaczenia patrzącego, a tym samym uprzedmiotowienie podmiotu (podmiot nie może patrzeć i jednocześnie być widzianym, obserwowanym ;)