Category Archives: inspirowane życiem

sen o lataniu

śniłam wczoraj, że latam
że mam skrzydła sklejone woskiem
uniosłam się, wzniosłam nad siebie
i popłynęły słowa proste
prosto z serca spłynęły
tak po prostu
między wierszami
w płatkach kwiatów
ugrzęzły
skąpały się w rosie
nad ranem

****

czy zawsze

trzeba upaść, by móc
się podnieść?
źrenica twoja niczym przystań
i spojrzenie moje w niej odbite
nie odwracaj oczu
od mojej niemocy
spójrz jej w lustro
spójrz w lustro
i zobacz swoje odbicie
w mych oczach
i wpuść w nie
nieco
światła

codziennie….

codziennie
zmiękczam cegłę..
i choć głowa muru nie
przebije,
to woda drąży skałę
tak wydrążę wąziutkie
przejście
do twojego serca
do twojego
umysłu
jeśli zechcesz
wpuścisz
mnie
tam

..
.

non timebis a nocturno timore

I
mój anioł stróż wyszedł
na papierosa
zostawił mnie samą
samą z tym, co w środku

muszę natychmiast zgasić
żarówkę –
zaciemnia obraz i nic nie widzę

symboliczne rozejście –
wszyscy idą w przeciwną stronę
zostaję ja i mój strach..
i nic więcej…

II

wokół tysiące luster
w nich odbity strach

nie mogę ich stłuc
bo będzie go więcej
nie mogę z nim walczyć
bo zawładnie mym sercem

jedno lustro to jeden strach
to jedno lustro to mój umysł
przeglądam się w nim
patrzę mu w twarz

moje ego chowa się za strachem
moje ego lubi spoglądać w lustro
i przeglądać się w swym strachu
wchodzi wtedy głęboko do wewnątrz
chowa za odbiciem
i wierzy,
że odbicie nie jest z nim
tożsame.

III

jestem tobą
jestem nim
jestem sobą.

odszedłeś
zostałam ja i strach

na rozstaju przed drzwiami
poszłam w przeciwną stronę
niż ty
choć potem nasze drogi
skrzyżowały się ponownie

nie mogłam spojrzeć ci w
twarz
jeszcze nie teraz
zapalona żarówka zaciemniała obraz
oślepiała me oczy
spalone słońcem
spalone wiatrem
spalone deszczem

spopielałe od starości
spopielałe do bólu niebieskości
spopielałe do granic obłędu

jestem jednią
niepodzielną, nieróżną od….
obłędu strachu
obłędu ego
obłędu cierpnienia

stąd tylko krok do
obłędu miłości
stąd tylko krok
trzeba tylko przejść na drugą stronę
na drugą stronę lustra

azul es el color del rojo cielo…

highway lost

mgłami zasnuty poranek
niepokoju pełny
po usta
po oczy puste
strachem przepełnione,
przed nieuniknionym
co w podświadomość
niczym wiatr zimny się wciska
na
rozstaju emocji wiejący
co dzień w inną stronę
szarpiący raz w lewo
raz w prawo,
choć zawsze na południe…

tam, gdzie tęsknota
oczy wypala
na cud czekające

majówka pełna dziwnych emocji i złych snów. głowa pełna niepokoju, choć i pewności, że tak ma być. że wszystko dzieje się tak, jak powinno. dużo jeszcze rzeczy zostało do nauczenia, do przepracowania. emocji do rozgryzienia, ujarzmienia. i choć nadal trudno żyć według porządku, który dzieje się wbrew rozumowi, to chyba trzeba się na to zgodzić. nie walczyć i pozwolić temu odejść. tęsknię przeokrutnie za Niemcami i Wiedniem.

mądrości Karola

można godzinami mówić jak smakuje miód, ale to nie zastąpi tego, że weźmie się łyżeczkę miodu i zje… doświadczenie jest najważniejsze, wyjaśnienie nie odda przeżycia. [Karol Ślęczek]

pewien rinpocze zabierał ze sobą w podróż najtrudniejszego i najbardziej irytującego mnicha. pewnego razu go nie zabrał. mnich zapytał dlaczego. „bo już się od ciebie niczego nie mogę nauczyć. polubiłem cię” [z wykładu Karola]

życie to nie jest mozoł. jeśli się pocimy to znaczy, że jesteśmy głupi, a nie święci….

 

 

we don’t see things as they are. we see things as we are….

 

 

w końcu nieco spokoju w umyśle. choć też okropne zmęczenie. śniło mi się, że urodziłam dziecko. i to było i jest dla mnie przerażające. Maarten wrócił do domu. szkoda. pora wrócić do codzienności….

kobieta z żelaza

Hums of conversation
zaczęło się we wtorek. choć właściwie, to już w poprzednią środę…

-zadzwonił, zadzwonił!! mówił, że pamięta, tylko musiał sobie coś tam poukładać po powrocie z Rosji i w ogóle….

E. rozemocjonowana niemal krzyczała mi do słuchawki. właściwie mogłabym powiedzieć to samo, tylko mój entuzjazm był nieco mniejszy. ba, właściwie to gdyby mógł, to plasowałby się na poziomie -100.

-no i? jedziesz do Opola? na weekend? na wykłady i do niego, tak?

-tak, tak, będzie cudownie….

Lip gloss
One leg crossed

coś mi jednak z tyłu głowy mówiło, że będzie, ale daleko od cudowności. sama z resztą siedziałam tego wieczoru z nogą założoną na nogę, dopijając resztki zielonej herbaty, dość podłej z resztą, wsłuchana w argumenty, które nie do końca byłam w stanie upchnąć w moim systemie wartości. właściwie to nadal nie wiem, jak to zrobić, mimo że minęły już dwa tygodnie.

Driven back into this corner
weekend zakończył się w poniedziałek. wtorek. spotykam E. w ośrodku.

-no i jak? zdjęcia cudowne! jak weekend?

-nie chcę o tym rozmawiać. to już zamknięty temat – przeszył mnie lód spojrzenia. ok, nie pytałam. rozumiem. wycofałam się. poszłam medytować a E. przyszła zaraz potem. gdy skończyła biegała w furii i krzyczała, że ktoś coś zrobił z podłogą, bo śmierdzi nieludzko a my to wdychamy….. neuroza, pomyślałam. nikomu to przecież nie przeszkadza. zwykły olej rzepakowy, przecież nie od dziś wiadomo, że deski miały być olejowane po czyszczeniu…. olałam. to nie mój film. choć w sumie myślałam, że się przyjaźnimy….

tego dnia mieliśmy się nie spotkać. i tak powinno było chyba zostać już na zawsze. wróciłam wcześniej do domu z zamiarem ogarnięcia maili, ale jedyne co udało mi się ogarnąć, to łóżko. za dużo wrażeń na raz…

It is the same when I leave
As when I come

piątek nie zapowiadał niczego dziwnego. we czwartek sprzątałam mieszkanie po niekończącym się remoncie. pomagał mi M. we czwartek oddałam promotorowi pracę, więc piątek był dniem totalnego relaksu. zwłaszcza psychicznego. mogłabym medytować całą noc….

zeszłam jednak na dół, bo jak zwykle wieczorem w ośrodku miało być jedzenie. E. za barem. to nie była jednak prawdziwa E. coś się wymknęło spod kontroli. ja cię dziewczyno nie poznaję…..

-no przecież mówię, że będzie za 15 minut! – wrzeszczała, a mi było głupio za tego biednego człowieka, który nawinąłsię jej pod nóż.

-E. uspokój się, wyluzuj! – czasami lepiej chyba nie wkładać palców między drzwi. oberwało mi się gorzej niż jemu i odechciało mi się wszystkiego. podgadałam z Evcią i poszłam do domu.

On a higher or lower frequency
It means nothing to me

-meine Liebe, słuchaj, z nią jest coś nie tak! to nie jest E!!

-nie, ann, daj spokój, ona ma dużo na głowie..

-jakie dużo na głowie? sama sobie to wszystko bierze na siebie a problem został w Opolu…. i ona to z siebie wypiera udając, że jest.. taka niezłomna…

tylko dlaczego mi się obrywa? za to że jestem lustrem? za to, że z troski o nią pokazuję jej bolące miejsce, wyparte? to, co jeszcze kilka dni temu mi zarzucała….

Watch me turn the volume down
It’s always cold before the last day

w piątek byłam już właściwie pewna. powrót do niej wisi w powietrzu. wiadomość wysłana o 21. pozostała bez odpowiedzi. o 9 sms, że ona przyjdzie się wspinać. w takim razie nie licz na mnie. nie przyjdę. nie przyjdę, choć jestem właśnie po drugiej stronie ulicy. zostanę tutaj i pomedytuję…. mówisz, że mogłam przyjść, że nic by się nie stało. no w sumie nic, poza tym, że ja nie byłabym w stanie się wspinać. nie pomyślałeś o tym. stałam nad zlewem brudnych naczyń i ryczałam. E. stała obok. niewzruszona. niezłomna kobieta z żelaza. nawet do mnie nie podeszła.


Still guarding space
Snow piled up by the road to my house

powoli wyciszam echo ostatnich dni. już naprawdę nie rozumiem. prosisz o czas? dla niej? jaki okres przejściowy, jakie 2-3 tygodnie? pomyślałeś, co ja mam wtedy ze sobą zrobić? nie wiem, nie potrafię ci powiedzieć, czy dam ci czas. chyba go nie mam. nie można przecież posiadać czasu. a jak zadzwoni do ciebie za 2 tygodnie i poprosi o kolejne dwa?

The one time I tried
It was a fine view
Through and across

rozumiem, tak ja wszystko rozumiem. przez ostatnie dni powtarzałam to jak mantrę.

każdy chce być szczęśliwy – to jedyna chyba motywacja człowieka. czasem tylko robimy rzeczy, które prowadzą do cierpienia kilku osób. czasem niepotrzebnie. wszystko z głupoty. wszystko z niewiedzy. nie ma złych intencji….


Then there was restlessness
And in that movement
I dressed in the light from outside

…. uwielbiam ją za tę atonalną neurotyczność. dwa pobyty w Wiedniu. miesiąc przy każdej płycie. została jeszcze trzecia…..