****

czy zawsze

trzeba upaść, by móc
się podnieść?
źrenica twoja niczym przystań
i spojrzenie moje w niej odbite
nie odwracaj oczu
od mojej niemocy
spójrz jej w lustro
spójrz w lustro
i zobacz swoje odbicie
w mych oczach
i wpuść w nie
nieco
światła
Reklamy

codziennie….

codziennie
zmiękczam cegłę..
i choć głowa muru nie
przebije,
to woda drąży skałę
tak wydrążę wąziutkie
przejście
do twojego serca
do twojego
umysłu
jeśli zechcesz
wpuścisz
mnie
tam

..
.

non timebis a nocturno timore

I
mój anioł stróż wyszedł
na papierosa
zostawił mnie samą
samą z tym, co w środku

muszę natychmiast zgasić
żarówkę –
zaciemnia obraz i nic nie widzę

symboliczne rozejście –
wszyscy idą w przeciwną stronę
zostaję ja i mój strach..
i nic więcej…

II

wokół tysiące luster
w nich odbity strach

nie mogę ich stłuc
bo będzie go więcej
nie mogę z nim walczyć
bo zawładnie mym sercem

jedno lustro to jeden strach
to jedno lustro to mój umysł
przeglądam się w nim
patrzę mu w twarz

moje ego chowa się za strachem
moje ego lubi spoglądać w lustro
i przeglądać się w swym strachu
wchodzi wtedy głęboko do wewnątrz
chowa za odbiciem
i wierzy,
że odbicie nie jest z nim
tożsame.

III

jestem tobą
jestem nim
jestem sobą.

odszedłeś
zostałam ja i strach

na rozstaju przed drzwiami
poszłam w przeciwną stronę
niż ty
choć potem nasze drogi
skrzyżowały się ponownie

nie mogłam spojrzeć ci w
twarz
jeszcze nie teraz
zapalona żarówka zaciemniała obraz
oślepiała me oczy
spalone słońcem
spalone wiatrem
spalone deszczem

spopielałe od starości
spopielałe do bólu niebieskości
spopielałe do granic obłędu

jestem jednią
niepodzielną, nieróżną od….
obłędu strachu
obłędu ego
obłędu cierpnienia

stąd tylko krok do
obłędu miłości
stąd tylko krok
trzeba tylko przejść na drugą stronę
na drugą stronę lustra

azul es el color del rojo cielo…

-Tomek, jedziesz w skały na weekend? – prognozy pogody były kiepskie.
-no jeszcze się waham. a chcesz jechać?
-biorąc pod uwagę, że siedzę na izbie przyjęć w szpitalu to chyba nie dam rady… życie czasem myśli za nas. oczywiście jeśli sami nie myślimy. przydarza mi się to niestety nader często. zwłaszcza w chwilach, gdy pojawia się myśl „trzeba zrobić sobie resta od wspinania, pracy, czy czegokolwiek innego”. słowem przesadziłam. lewa łąkotka bolała mnie ze dwa miesiące, zanim trafiłam do cudotwórczyni Sabinki. okleiła, zaleciła nie obciążać. nie pomogło. kolejna obietnica, że zrobię sobie resta zignorowana. czwartek 9 rano. ostatnia seria obwodów na ścianie. wspinanie przyjemne, chwyt za chwytem, stopień za stopniem idę do góry. skręcam kolano, łapię chwyt i…. ból. ląduję na materacu z rękami na prawym kolanie. chrupnęło. chwilę później mam przykładany lód na kolano. nie boli. koleżanka podrzuca mnie do centrum i idę do pracy. wieczorem wpadam na ścianę kupić jakieś spodnie do wspinania. ból się nasila. nie wracam do domu, za to ląduję na izbie przyjęć.

-tu nie ma ortopedy. proszę iść na Szaserów. dokuśtykałam do przystanku. uciekły mi dwa autobusy, ale dzielnie czekam. telefon do Seby – może podrzuci mnie te 500 metrów samochodem. niestety jest gdzieś w mieście ze znajomymi. godzinę później czekam na wyniki rentgena. i kolejną godzinę i jeszcze kolejną… siostry zakonne kazały mi czekać tam, gdzie one. koło 23.00 korytarz opustoszał. -jeszcze tu pani siedzi?
– ano jeszcze..
– ale z kolanem to na urazówkę. straciła pani 2 godziny.. już nawet nie mam siły się zdenerwować. na szczęście podwieźli mnie na wózku (gdyby nie ten ból, to z własnej woli nie siadłabym na nim). rozmowa z mało przyjemnym lekarzem powoli się rozluźnia. koniecznie chce wiedzieć co fajnego wykopałam ostatnio. człowieku – myślę sobie- ja ostatnio to wykopywałam głównie kurz z półek z książkami w bibliotekach a teraz zdzieram buty biegając z fakturami za taczki, łopaty i niwelator ;) jedyne, co mnie interesuje, to czy mam całe więzadła. aaa są CAŁE! z wrażenia zapominam zapytać, co z łąkotką.
-sama pani jest?
-no sama.
-a jak wróci pani do domu?
-taksówką, blisko mieszkam.
-no dobrze, proszę chłodzić, chodzić w stabilizatorze i o jednej kuli przynajmniej. i tak 3 tyg. uff….

we wtorek zapadł wyrok. nie 3 a 6 tyg. nie w stabilizatorze, tylko wielkiej ortezie i nie o jednej a o dwóch kulach. usg we środę, więc zapadnie wyrok, czy mam uszkodzoną łąkotkę czy nie. jeśli tak, to operacja wyciśnie ze mnie 4000… chyba zrobię kwestę na ulicy, bo to mój 4,5 miesięczny dochód ;) ale jest dobrze – napęd na 4 koła, drążek i chwytotablica przez następne 5 tyg. i mogę wrócić do wspinu. tylko chodzić nie mogę za dużo. i to mnie boli bardziej niż kolano :D

cdn.

highway lost

mgłami zasnuty poranek
niepokoju pełny
po usta
po oczy puste
strachem przepełnione,
przed nieuniknionym
co w podświadomość
niczym wiatr zimny się wciska
na
rozstaju emocji wiejący
co dzień w inną stronę
szarpiący raz w lewo
raz w prawo,
choć zawsze na południe…

tam, gdzie tęsknota
oczy wypala
na cud czekające

majówka pełna dziwnych emocji i złych snów. głowa pełna niepokoju, choć i pewności, że tak ma być. że wszystko dzieje się tak, jak powinno. dużo jeszcze rzeczy zostało do nauczenia, do przepracowania. emocji do rozgryzienia, ujarzmienia. i choć nadal trudno żyć według porządku, który dzieje się wbrew rozumowi, to chyba trzeba się na to zgodzić. nie walczyć i pozwolić temu odejść. tęsknię przeokrutnie za Niemcami i Wiedniem.

trudno się żyje, gdy ciało przejmuje nad człowiekiem kontrolę…. z konieczności muszę zostać weganką. rybki i owoce morza od czasu do czasu dla lepszej regeneracji, skoro nabiał i glutenowe zboża odpadają. pocieszam się jednak myślą, że już niedługo zelaksuję się w Ceredo, chyba że pojedziemy na Franken albo do Adlitz ;) tęsknię za wspinem w Hiszpanii. i za Niemcami też tęsknię… :)

mądrości Karola

można godzinami mówić jak smakuje miód, ale to nie zastąpi tego, że weźmie się łyżeczkę miodu i zje… doświadczenie jest najważniejsze, wyjaśnienie nie odda przeżycia. [Karol Ślęczek]

pewien rinpocze zabierał ze sobą w podróż najtrudniejszego i najbardziej irytującego mnicha. pewnego razu go nie zabrał. mnich zapytał dlaczego. „bo już się od ciebie niczego nie mogę nauczyć. polubiłem cię” [z wykładu Karola]

życie to nie jest mozoł. jeśli się pocimy to znaczy, że jesteśmy głupi, a nie święci….

 

 

we don’t see things as they are. we see things as we are….

 

 

w końcu nieco spokoju w umyśle. choć też okropne zmęczenie. śniło mi się, że urodziłam dziecko. i to było i jest dla mnie przerażające. Maarten wrócił do domu. szkoda. pora wrócić do codzienności….